Kiedy moi patientci opowiadają o swoim życiu, mam wrażenie, że większość ludzi ma tendencję do przypisywania swoich kłopotów tajemniczemu „losowi”, „przeznaczeniu” czy „karmie”. Oni po prostu nie rozumieją własnej duchowości! Niby już wiedzą, że nie są tylko ciałem, ale i duszą, która to ciało zamieszkuje, ale nie potrafią ze swoją duszą pracować. To tak, jakbyś miał gitarę i umiał zagrać trzy podstawowe akordy C-dur, D-dur i G-dur, ale nie jesteś w stanie zagrać tak jak Jimi Hendrix.
Praca z duszą jest kluczem radosnego życia! Warto słuchać cichego szeptu podświadomości! To nie zawsze jest wygodne, bo czasami dusza podpowiada, że chce grać w orkiestrze, a my wolelibyśmy cicho gwizdać pod prysznicem. A dusza wciąż cichutko szepce: orkiestra, orkiestra, orkiestra… . Wysyła delikatne sygnały, jak promienie słońca przenikające przez chmury. Powtarza i powtarza tę samą wiadomość, ale ludzie są raczej opornymi uczniami. I wtedy wprowadza cię w burze i trzęsienia ziemi, jakby chciała powiedzieć: „Hej, obudź się!”. Ale ty, zamiast wsłuchać się w te sygnały, dalej starasz się kontrolować wszystko dookoła poprzez rozum.
Nie zapominaj, że w twojej duszy są także rebelianci twoich własnych pragnień, strachów, a czasem nawet ludzi, którzy są wokół ciebie. To prawdziwi mistrzowie sztuki wywoływania zamieszania i lęków. I teraz paradoks: dopóki nie przestaniesz z nimi walczyć, dopóty będą się pojawiać. Zamiast więc walczyć, warto czasem po prostu usiąść i popatrzeć, co ci rebelianci mają do powiedzenia. Opisałem ten proces bardzo dokładnie w jednej z moich książek.
I nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i rozpowiadać wokół, że życie cię złamało. Prawda jest taka, że łamie tylko tyle, ile trzeba, by światło przeniknęło do środka. To bolesny proces, ale czyż nie jest prawdą, że najpiękniejsze widoki dostrzegamy dopiero po burzy? Może więc nie chodzi o to, by unikać bólu, ale by nauczyć się rozpoznawać, po co się pojawił. Radość życia nie jest bowiem brakiem problemów, ale zdolnością do ich twórczego rozwiązywania.
Największą życiową sztuką, wierz mi, nie jest szukanie i czasami znalezienie radości życia. Największą sztuką jest zdać sobie sprawę, że ona już jest. Zawsze była. Czasami poczujesz ją nad brzegiem morza, w górskiej wędrówce, wakacyjnej balandze, a czasem ukrytą pod warstwą codziennych trosk, schowaną w kącie duszy, czekającą na odkrycie. Sam/a wiesz, że najprostsze rzeczy są najtrudniejsze do znalezienia! Nieważne gdzie tę radość poczujesz; w górach, pod żaglami, w lesie, najważniejsze jest, abyś przekonał/a się, że radość życia była w tobie przez cały czas.